Za co może nie lubić nas Juan

Oczywiście nie mamy pewności, co motywuje naszego sąsiada do nasyłania na nas policji, z powodu wydumanego problemu. Ale kiedy poskładaliśmy do kupy kilka rzeczy, wyszła nam całkiem prawdopodobna teoria.

Nasza działka, sąsiadująca z nieruchomością Juana, w części jest porośnięta drzewkami oliwnymi i migdałowymi. Pomijając tę część, która nie jest porośnięta niczym, a która, sądząc po śladach, była używana przez Juana jako plac manewrowy dla jego traktora 😉 Dzięki niedawnej wizji lokalnej z policją, dowiedzieliśmy się nawet, że dwa duże i stare drzewa oliwne, rosnące tuż przy gaju oliwnym Juana są nasze, a nie – jego.

Kiedy kupiliśmy tę działkę, w ubiegłym roku, zwróciliśmy uwagę na dwie rzeczy:

– na brak opadłych oliwek na ziemi – choć na innych, opuszczonych plantacjach, jakieś pozostałości oliwek sprzed lat zawsze były;

– na brak chwastów pod drzewami – pomyśleliśmy, po prostu, że na tej ziemi nic poza oliwkami nie rośnie.

W tym roku przyjechaliśmy wiosną i pierwsze co zobaczyliśmy w tej części „posiadłości” to chwaszczory po pas, pod oliwkami. Czyli jednak rosną.

Wtedy dotarło do nas, że po prostu wcześniej ktoś uprawiał ten gaj oliwny i raczej głupotą było zakładać, że był to ktoś inny niż Juan. Bo na pewno nie byli to właściciele.

No, dobra, ale czy fakt odcięcia go od dodatkowych oliwek mógłby być wystarczającą przyczyną? Chyba nie…

W rozmowach z Juanem powracającym lejtmotywem była kwestia jego potencjalnego zakupu tej działki, żeby mieć upragniony hektar, żeby móc się remontować, rozbudowywać itd. Z jednej strony – rozumiemy ten problem, ale z drugiej strony…

Nam, całkowicie obcym, znalezienie właścicieli działek, które mieliśmy zamiar kupić, zajęło 2 dni. Juan jest lokalsem, wrośniętym w małą społeczność. Jeżeli, jak wielokrotnie powtarzał, chciał kupić tę działkę, dlaczego tego nie zrobił? Ta ziemia była naprawdę tania.

Złożyliśmy dwa do dwóch i wyszło nam, że sąsiad prawdopodobnie wcale nie chciał tej działki kupić. Chciał wejść w jej posiadanie, przez zasiedzenie.

Działki, które kupowaliśmy, od wielu, wielu lat nie były użytkowane przez swoich właścicieli. Kupowaliśmy je od spadkobierców, którzy nawet nie wiedzieli dokładnie, gdzie są włości, które odziedziczyli. Jedni weszli w ich posiadanie 10 lat temu, druga właścicielka – jeszcze wcześniej.

Zapewne nie umknęło uwadze Juana, że nikt się sąsiednią działką nie interesuje. Zatem zaczął ją sobie użytkować, bóg wie jak dawno, licząc, że po 30 latach działka będzie po prostu jego.

Aż tu nagle, pewnego dnia, pojawiła się jakaś Polka, która nieświadomie, komunikując mu zakup ziemi, przerwała mu zasiedzenie.

Bo jak dowiedziałam się, moje poinformowanie go o tym, że jesteśmy teraz sąsiadami, formalnie przerwało bieg przedawnienia. Całe szczęście, że jestem gadatliwa i lubię kontakty z tubylcami 😀

Popsucie jego planu byłoby chyba wystarczającym uzasadnieniem do nasyłania na nas policji, czyż nie?

Podobne wpisy

2 komentarze

  1. Od razu się zastanawiałam, co to za bzdura, że niby chciał kupić, a nie kupił, mieszkając obok…

    1. Prawda? Lokals, co nie umiał działki kupić i oburza się, że właściciele nie złożyli mu oferty pierwokupu, tylko sprzedali nam 😉

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *