Zrobiłam tradycyjne hiszpańskie ciasto

Szóstego stycznia Hiszpanie świętują zdecydowanie intensywniej niż Polacy. Z okazji odwiedzin Trzech Króli, dzieci dostają prezenty, w miasteczkach są parady, kawalkady, imprezy. A przy okazji rodzinnych spotkań, jedzą tradycyjne ciasto – Roscón de Reyes.

To miękkie, bardzo puszyste ciasto drożdżowe, w formie wieńca, które jest ozdobione zwykle owocami kandyzowanymi. W środku przełożone jest bitą śmietaną lub kremem. W środku można trafić na jedno lub dwa znaleziska – małą figurkę, przedstawiającą króla i ewentualnie – suche ziarno bobu lub dużej fasoli. Ten, kto znajdzie w swojej porcji króla – będzie miał szczęście cały rok i jest królem spotkania. Ten, kto znajdzie ziarno – musi zapłacić za ciasto.

Pierwszego roscóna w życiu spróbowałam 2 lata temu. Podczas naszej pierwszej zimy w hiszpańskim domu, dostaliśmy go od poprzedniej właścicielki. Ciasto było kupione w sieciówce i miało… paskudny smak, który świadczył o dużej ilości środków, których oznaczenia zaczynają się od E- 😉

Dlatego w następnym roku postanowiłam, że upiekę roscón własnoręcznie. Nie wydawało mi się to czymś szczególnym, bo od wielu lat, ciasto drożdżowe w Polsce było moim ciastem popisowym.

Zabrałam się za nie jak zwykle i… poniosłam sromotną porażkę. Roscón wg polskiego przepisu, ale zrobiony na hiszpańskiej mące, okazał się być twardym gniotem.

Dlatego w tym roku postanowiłam zrobić to po hiszpańsku. Wybrałam przepis, który był najbardziej skomplikowany i czasochłonny, z tych, które znalazłam.

Za zrobienie ciasta zabrałam się 30 h przed spotkaniem, na którym miało być podane. Powinnam zacząć jeszcze kilka godzin wcześniej, ale nie zauważyłam, że skórka z cytrusów, z miodem, powinna odpoczywać w lodówce całą noc.

Już na początku dostrzegłam różnicę w przygotowaniu między drożdżowym polskim a hiszpańskim – rozczyn nie miał  formy rzadkiej mieszanki, tylko był czymś w rodzaju nieco lżejszego ciasta z mąki, mleka i drożdży.

Kolejną różnicą było to, że większość drożdży dodaje się ro rozczynu, a niewielką ilość później do mieszanego ciasta.

Po długim procesie wyrabiania masy (niech dzięki będą robotom planetarnym 😉 ) i wielu godzinom rośnięcia i odpoczywania w lodówce, 26 h po rozpoczęciu  całego procesu, posmarowałam wierzch roscóna rozbełtanym jajkiem i posypałam kolorową posypką cukrową. Oryginalnie powinny tam być kandyzowane owoce, które mają symbolizować drogocenne kamienie w koronie królewskiej, ale nie udało mi się ich znaleźć w sklepie, więc postanowiłam pójść w mniejszy rozmiar kolorowych kamieni – posypkę miałam w szafie 😉

W przepisie była też mowa o tym, że kształt ciasta osiąga się przez zrobienie placka, w którym się robi otwór. Postanowiłam iść na łatwiznę i wykorzystałam kupioną rok temu formę.

I dzięki temu, po 25 minutach pieczenia, miałam piękny, idealnie okrągły roscón, o pięknie przyrumienionej skórce i doskonale miękkiej strukturze.

Rozkroiłam go i posmarowałam bitą śmietaną. Nie mogło w niej zabraknąć małego króla.

Dołożyłam również pokrojone owoce, bo pomyślałam, że ciasto z samą śmietaną będzie nieco nudne 😉

Gotowy roscón wyglądał przepięknie. Zjedliśmy go z przyjaciółmi. I już wiem, że za rok będę go robić znowu.

Podobne wpisy

Jeden komentarz

  1. We Francji podobnie, galette de rois, też okrągła i zawiera figurkę, ale z ciasta francuskiego i tradycyjnie z marcepanowym nadzieniem w środku.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *