O, murwa! Ja pinkolę!
Choć oficjalna nazwa tej miejscowości to Ares del Maestrat (w walenckim, po hiszpańsku to Ares del Maestre), to dla nas już chyba na zawsze będzie to „O, murwa! Ja pinkolę!”. Tylko w tej wersji oryginalnej, mniej ugrzecznionej 😉Jak w tym dowcipie o tym, jak Polacy wyrażają zachwyt spektakularnymi widokami. To zdecydowanie nasze odkrycie turystyczne roku 2025*.
Kiedy planowaliśmy wycieczkę do Morelli, pomyślałam, że może warto zobaczyć w tej okolicy coś jeszcze. Skoro już jedziemy 2 h w jedną stronę. Posiłkując się mapą, nieco na chybił trafił wybrałam Ares del Maestrat, zatem jechaliśmy, kompletnie nie wiedząc, czego możemy się spodziewać.
Zastaliśmy małe (wg danych z ubiegłego roku ma 177 mieszkańców), piękne i czyste miasteczko oraz zapierający dech w piersiach widok. A wiecie, że to nie był pierwszy nasz widok, oglądany w Hiszpanii 😉

Przy czym, co ciekawe, widoki są świetne „z obu stron” – zarówno, gdy się z miasteczka patrzy na otoczenie, jak i gdy się z zewnątrz patrzy na miasteczko.


Tym, co zwróciło moją uwagę na mapie Google, był zamek na skale, ale na miejscu okazało się, że to akurat nie jest żadną szczególną atrakcją – ot ruiny, jedne z wielu w Hiszpanii. Ciekawostką jest tylko to, że przez pewien czas zamek był we władaniu Zakonu Templariuszy. I w tym momencie zaczynają mi się wyświetlać w głowie sceny z filmu według prozy Nienackiego.
Za to ze szczytu ruin zamku i z tarasu poniżej skały, na której zamek był wybudowany, rozciąga się widok, który sprawił, że w naszych oczach Ares zasługuje na taką, nieoficjalną nazwę 😉
Obok tarasu jest teoretycznie, muzeum w jaskini, a w nim malowidła naskalne, ale podczas dwóch wizyt, w krótkim czasie, nie udało nam się trafić na godziny zwiedzania. Być może trzeba się umawiać wcześniej.
Obok tarasu jest również zrujnowany dom, w którym uwięziony był kot. Który najwyraźniej chciał być przez nas porwanym. Byliśmy w Ares 2 razy w odstępie tygodnia, w czerwcu i za każdym razem pokazywał się w okienku na pod dachem. Wyraźnie dawał do zrozumienia, że nie chce tam być i chce oddalić się z nami. Wołał nas z góry, a potem schodził na parter, do drzwi zamkniętych na kłódkę, jakby liczył, że go zabierzemy. Zobaczcie film powyżej do końca – jest tam i on.

Lokalizacja miasteczka:
https://maps.app.goo.gl/PrUi9p2dSMv1Vr5ZA
Parking:
Parkowanie tam nie jest łatwe, bo miasteczko ma wąskie uliczki. Nam udawało się to załatwić tuż przed wjazdem do, w tym miejscu, parkując przy ulicy:
https://maps.app.goo.gl/beyzZ3ZDH948VSQy9
Gdzie zjeść:
Dwa razy zdarzyło nam się być w Ares w porze obiadowej i w obu przypadkach jedliśmy w restauracji hotelu o zaskakującej nazwie Hotel d’Ares 😉 I śmiało mogę polecić to miejsce. Cena menu del dia to 16 eur od osoby.
https://maps.app.goo.gl/sRbRr7kNnuqhDDtq5



* jak dotąd… kiedy piszę te słowa jest dopiero sierpień i jeszcze wiele wycieczek przed nami.
