Nasza pierwsza oliwa z oliwek

Plan był prosty. Zbierzemy oliwki, oddamy do tłoczni, będziemy mieć oliwę dla nas i dla naszych przyjaciół. Rzeczywistość sprawiła, że własnoręcznie tłoczymy oliwę virgen extra.

Od pierwszej chwili, gdy kupiliśmy dom z działką, na której rosną oliwki, słyszeliśmy od lokalsów, że sprawa jest prosta – idzie się do urzędu po numer, zbiera się oliwki, z tym numerem oddaje się je do najbliższej tłoczni, oddalonej o 10 km, płaci się za wytłoczenie, a potem odbiera się butle oliwy ze swoich oliwek. Przynajmniej – teoretycznie, bo nikt na pewno pochodzenia każdej jednej oliweczki nie sprawdza.

W dwóch pierwszych latach akurat było niewiele owoców na drzewach, więc nie zawracaliśmy sobie tym głowy. Po dokupieniu działki, na której jest kilkadziesiąt drzewek, ten rok miał być pierwszym, w którym mieliśmy mieć zbiory. Po mokrej zimie i wiośnie wszystkie drzewa oliwkowe w okolicy były obwieszone oliwkami.

Po części lata i jesieni, spędzonych w Polsce, przyjechaliśmy na hiszpańską ziemię z początkiem listopada, żeby zebrać oliwki na tyle wcześnie, żeby mieć oliwę wyższej jakości – mniej interesowała nas wydajność, a bardziej jej walory smakowe i zdrowotne.

Kupiliśmy maszynkę do otrząsania oliwek – skrzyżowanie podkaszarki spalinowej z widłami.

Poszłam do urzędu, dostałam certyfikat katastralny, z numerem, który zaświadcza, że mamy tu ziemię rolną, zatem mamy oliwki i możemy z nich tłoczyć oliwę na własne potrzeby.

Ponieważ miał to być pierwszy raz, na wszelki wypadek, zanim zabraliśmy się za zbiory, pojechaliśmy do tłoczni, dowiedzieć się co i jak.

W tłoczni miły człowiek, poinformował nas, że w tym roku nie przyjmują do tłoczenia oliwek od osób prywatnych. Klęska urodzaju, firmy, spółdzielnie, rolnicy mają tyle materiału, że tłocznia nie bawi się w konfekcję.

Ale podał namiar na 2 następne tłocznie, oddalone o kolejne 20-30 km, w których być może, ktoś jeszcze to robi.

Niestety, krótki tour po tłoczniach rozwiał nasze złudzenia. Wszyscy oliwek mają za dużo, nikt nam oliwy nie wytłoczy. Możemy co najwyżej sprzedać swój surowiec, a potem pójść do sklepu, kupić oliwę z półki.

My nie będziemy mieli swojej oliwy? My? Potrzymajcie nam piwo!

Skracając długą historię.

Wydaliśmy sporo kasy na sprzęt do domowego tłoczenia oliwy. Wydalibyśmy jeszcze więcej, gdybyśmy do niektórych elementów nie podeszli kreatywnie. Na przykład, gdybyśmy zamiast mieszadła budowlanego kupili mieszadło dedykowane do oliwek.

Po kilku dniach już wiemy, że samo zebranie oliwek to pikuś. Właściwa praca zaczyna się dopiero, gdy bierzesz się za domowe tłoczenie oliwy.

Próbujemy usprawniać proces, żeby poprawić wydajność.

Czy będziemy mieć najdroższą oliwę świata? Być może…

Czy robimy to nadal i mamy zamiar powtarzać? Oczywiście!

Czy wyszła nam pyszna oliwa extra virgin? Jeszcze jak!

Na razie szybki film o tym, jak to robimy, bo zarobiona jestem. Oliwę tłoczę 😉

@pomiedzy_gorami

Plan był prosty. Zbierzemy oliwki, oddamy do tłoczni, będziemy mieć oliwę dla nas i dla naszych przyjaciół. Rzeczywistość sprawiła, że w ciągu kilku dni musieliśmy dowiedzieć się, jak przebiega ten proces i oto własnoręcznie tłoczymy oliwę virgen extra. Więcej na: https://pomiedzy.eu/nasza-pierwsza-oliwa-z-oliwek/ #hiszpania #polkawhiszpanii #zyciewhiszpanii #pomiedzy #españa

♬ oryginalny dźwięk – Pomiedzy gorami a morzem – Pomiedzy gorami a morzem

Później opiszę dokładnie, jak to robimy.

Podobne wpisy

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *