Jaki błąd popełniliśmy, kupując dom w Hiszpanii?

Kupowanie nieruchomości, zwłaszcza poza swoim krajem pochodzenia, chyba nigdy nie jest łatwe.

Mimo, że bardzo staraliśmy się, nie udało uniknąć się nam błędu, za który musieliśmy zapłacić cenę, w postaci pewnej kwoty pieniędzy oraz sporego stresu.

Uczcie się na naszym doświadczeniu, żebyście mogli takiego błędu uniknąć.

Zakup domu w Hiszpanii wydawał nam się prostszą operacją, niż zakup np. w Grecji czy Włoszech, bo miałam tu dobrą, bliską znajomą – Polkę. Taką, która mieszka w Hiszpanii od ponad 30 lat, biegle mówi po hiszpańsku, ma rozległe kontakty, doświadczenie. Zgodziła się nam pomóc, oczywiście odpłatnie i nawet zarekomendowała swojego prawnika – Hiszpana, którego poznałam już wcześniej, na stopie towarzyskiej.

Zatem zapłaciliśmy 2 razy za pomoc i sprawdzenie, czy z nieruchomością jest wszystko okey – prawnikowi i znajomej.

Pół roku po zakupie dowiedzieliśmy się, że żadne z nich nie sprawdziło, że kupujemy dom, którego nie możemy remontować. Teoretycznie, nawet remontu łazienki czy pomalowania ścian nie moglibyśmy zrobić.

Zgodnie z obowiązującym prawem, kupiliśmy dom, który powinien stopniowo obrócić się w ruinę.  I to w sytuacji, gdy dwie opłacone przez nas, znajome osoby, miały zadbać o to, byśmy właśnie w coś takiego się nie wpakowali.

Przepisy w Hiszpanii są inne, niż w Polsce. Tutaj, aby zrobić remont, należy wystąpić do urzędu o zgodę na niego. Tak, dobrze zrozumieliście – masz swoją nieruchomość, ale żeby np. wymienić płytki albo pomalować ścianę, musisz, formalnie, uzyskać na to pozwolenie.

Oczywiście, Hiszpanie regularnie obchodzą to prawo, nie tylko remontują ale nawet rozbudowują domy bez zgód. Ale my, jako obcokrajowcy, zakładaliśmy, że będziemy na widelcu. Dlatego zależało nam na tym, żeby prace przeprowadzić legalnie.

Pierwszy etap remontu mieliśmy zaplanowany niemal w rok po zakupie, więc z odpowiednim wyprzedzeniem zaczęliśmy podejmować kroki, by załatwić wszelkie formalności. Informacja, jaka do nas wtedy dotarła, była bardzo niepokojąca.

W wolnym tłumaczeniu brzmiała mniej-więcej „prawdopodobnie nie uzyskacie żadnej zgody, na żadne prace, w tym domu”.

Przy pierwszej okazji polecieliśmy do Hiszpanii, w towarzystwie osoby, która mogła tłumaczyć rozmowy urzędowe. Okazało się, że nasza nieruchomość formalnie nie jest na terenie miasteczka, od którego dzieli nas kilometr, tylko na obszarze wiejskim. A tu aktualne przepisy lokalne przewidują, że jeżeli działka ma mniej niż 1 hektar, nie można na niej niczego budować, remontować. Nasz dom został kupiony z działką 25 arów, więc nie mieliśmy szansy na jakiekolwiek pozwolenie.  

Co gorsza, w urzędzie gminy dowiedzieliśmy się, że gdyby ktokolwiek z naszej strony zadzwonił do nich, przed zakupem, natychmiast dowiedzielibyśmy o tej wadzie. Mało tego – w dokumentach, jakie gmina wydawała sprzedającemu przed zakupem, była o tym wzmianka. Sprzedający nie przekazał tego notariuszowi (nie jest to obligatoryjne, dla sporządzenia aktu), a nasz prawnik nie zaciekawił się czy taki dokument nie zawiera żadnych istotnych informacji.

Wisienką na torcie jest to, że okazało się przy okazji, że jeden z budynków jest nielegalny – na szczęście nie główny dom. Ale to już naprawdę drobiazg, który usuniemy przy okazji rozwiązywania podstawowego problemu.

Nie będę opowiadać, jakie reakcje to w nas wywołało i jakie słowa padły, gdy się o tym dowiedzieliśmy, bo nie chciałabym musieć oznaczać tej strony jako 18+.

Napiszę tylko, że przez około 2 tygodnie, towarzyszył nam silny stres. Udało nam się znaleźć rozwiązanie tego problemu, ale wiem, że mogło się zdarzyć inaczej.

Co zatem jest naszym błędem przy zakupie?

Że skorzystaliśmy z pomocy znajomych. Ich pomoc już na starcie kosztowała nas nawet więcej, niż musielibyśmy zapłacić profesjonalistom (pamiętacie –  podwójna stawka, dla dwóch osób), a sprowadzili na nas kłopoty i niepotrzebny stres.

Po tym doświadczeniu wiem, że lepiej jest skorzystać z usług profesjonalisty – pośrednika nieruchomości albo prawnika specjalizującego się w obsłudze zakupów. Z kimś takim można spisać formalną umowę, w której określi się, jaka praca ma zostać wykonana i jaki cel ma zostać osiągnięty. A potem, w razie niewywiązania się z umowy, można wystąpić o odszkodowanie.

Nasze zaufanie bliskiej znajomej podniosło nam koszt nieruchomości o ponad  30 tysięcy EUR. To spora cena, za taką naukę, więc lepiej – uczcie się na naszym błędzie.