Kto łapie myszy w naszym domu?
Poza dwoma psami mamy również koty. Chwilowo – nieoznaczoną ilość, bo czekamy na poród jednej kotki, przemyconej z Hiszpanii, ale o tym napiszę przy innej okazji.

Koty podróżują z nami, kamperem, między dwoma krajami. Specjalnie wybraliśmy model, który ma oddzielną sypialnię – większość kotów jeździ tam i nie jest z tego przesadnie zadowolona.

Poza jedną kotką właśnie tą ciężarną, która okazała się urodzonym podróżnikiem i nie sprawia w kamperze żadnych problemów.

Wczoraj okazało się, że mamy nie tylko psy i koty, mamy w domu również mysz. Rozsądnie wprowadziła się do kuchni. Dała się odkryć, gdy stałam przy zlewie. Moje soczyste przekleństwo, na jej widok, sprawiło, że schowała się pod szafkę. Ale wystarczyła chwila ciszy, by znowu zaczęła eksplorować pomieszczenie, tym razem pod czujnym okiem aparatu. Najwyraźniej moja milcząca obecność wcale jej nie przeszkadzała – własnych stóp nie musiałam doklejać do filmu, ona naprawdę chodziła tak blisko mnie.
W tym miejscu powinien się pojawić film z myszką, ale Tiktok uznał, że… promuje alkohol 😉 ale możecie zobaczyć go na FB.
I w tym momencie ujawnia się moja odmienność od wielu innych kobiet. Być może powinnam zacząć krzyczeć i piszczeć, ale sęk w tym, że nie boję się myszy (ani większości innych zwierząt). Nie kocham ich na tyle, żeby pozwolić im żyć w domu, ale nie zabijam ich. W przeszłości łapałam je żywcem, do słoika. Tym razem nie miałam pod ręką słoika, ale miałam – szklankę ze znanej szwedzkiej sieci 😉

A potem szklanka została wyniesiona na zewnątrz, przez mojego nieocenionego męża 🙂
Cóż… jeżeli ma się w domu aż tyle kotów, to łapaniem myszy musi zajmować się człowiek, to oczywiste… A Krzyś mówi, że chyba musimy adoptować jeszcze jednego, specjalnie w tym celu.
