Jak znaleźliśmy nasz dom w Hiszpanii?

Chcemy mieć dom w Hiszpanii! Tylko jak to zrealizować?

Ponieważ spora część naszego życia jest związana z Internetem, więc postanowiliśmy, że tą drogą znajdziemy to czego szukamy.

Punktem wyjścia dla naszych poszukiwań była strona z ogłoszeniami nieruchomości – idealista.es.

Zaczęliśmy od określenia naszych „warunków brzegowych”.

Czego chcemy? Co bezwzględnie musi mieć nasz przyszły dom? Czego absolutnie nie zaakceptujemy? Na co ewentualnie możemy się zgodzić, a z czego możemy zrezygnować? I jaki jest nasz budżet?

Pociągały nas małe, stare kamieniczki, w centrach niewielkich miasteczek – takie budynki, w nienajgorszym stanie, można było kupić już za około 50 tysięcy EUR. Ale nie do zaakceptowania był kompletny brak choćby kawałka ogrodu i problemy z zaparkowaniem auta. I nie jesteśmy przyzwyczajeni do tego, że zaraz za oknem naszego pokoju odbywa się normalny ruch uliczny.

Nasze warunki brzegowe wyglądały mniej-więcej tak:

  • dom musi być w ładnej okolicy

w Polsce mieszkamy w domu z widokiem na góry – chcieliśmy czegoś porównywalnego tutaj, nawet kosztem komfortu

  • dom musi mieć przynajmniej kawałek ogrodu – takiego prawdziwego, a nie – w formie wybetonowanego podwórka

grzebanie w ziemi jest jedną z naszych pasji, poza tym, na etapie zakupu mieliśmy już jednego psa i wiedzieliśmy, że on również ma swoje prawa – w tym prawo do biegania luzem po swoim terenie

  • bezwzględnie musi mieć wodę z sieci publicznej

w Hiszpanii, poza miastami, można trafić na dom z przyłączeniem do sieci, ze studnią (lub udziałem w studni) albo z depozytem wody deszczowej – to trzecie rozwiązanie, kompletnie niewyobrażalne w Polsce, wśród ogłoszeń zdarzało się dość często. Sama ta idea wzbudzała nasz opór (konieczność przechowywania i uzdatniania deszczówki), a obecnie, gdy w Hiszpanii tak często są okresy suszy, była dla nas całkowicie nie do przyjęcia. Studnia również nie była dobrym rozwiązaniem, bo polskie doświadczenie nauczyło nas, że studnie potrafią wysychać dość niespodziewanie. Dlatego tylko dostęp do sieci publicznej nas interesował.

  • dom musi być całkowicie legalny, zarejestrowany jako mieszkalny

szybko zorientowaliśmy się, że wśród sprzedawanych nieruchomości można znaleźć 3 typy, pod względem stanu prawnego. Są domy, które formalnie w ogóle nie istnieją – zostały wybudowane całkowicie nielegalnie i nie ma ich w rejestrze katastralnym. Czyli kupuje się pustą działkę. Może to rodzić całą masę problemów formalnych, w przyszłości. Są domy, które formalnie są budynkami niemieszkalnymi. W jakimś momencie zostały zaadaptowane na domy, ale stan prawny nie nadążał za tą zmianą. I to również może sprawiać kłopoty, gdy chcieć się zameldować w tym miejscu. Trzecią, zaobserwowaną przez nas, kategorię tworzą domy, zapisane w papierach jako mieszkalne. I właśnie takiego domu chcieliśmy.

  • nie upieraliśmy się przy przyłączeniu domu do sieci energetycznej

bo, w przeciwieństwie do Polski, całkiem sporo domów poza miastami, nie ma prądu z sieci, tylko z paneli. Nie był to dla nas problem, w razie potrzeby umielibyśmy to sobie zorganizować. Podczas poszukiwań domów, trafiliśmy nawet na jeden, który w całości był zasilany z akumulatora samochodowego i 1 małego panelu. Nie kupiliśmy go tylko dlatego, że gdy zsumowaliśmy jego cenę z ceną wykonania na nowo całej instalacji elektrycznej, kwota ta przewyższała jego wartość i była kompletnie niekonkurencyjna wobec innych.

  • dom nie mógł wymagać generalnego remontu

zakładaliśmy, że kupimy coś do lekkiego odświeżenia. Ten plan nie do końca udało nam się zrealizować…

  • dom będzie znajdował się w obrębie Wspólnoty Walenckiej, ale nie będzie w typowo turystycznym miejscu.

nie było dla nas istotne, aby dom był blisko morza – nie jesteśmy osobami, które lubią leżeć na plaży. Morze jest dla mnie urzekające, ale jestem gotowa dojechać do niego kilka czy kilkadziesiąt kilometrów. Za to zależało nam, żeby nie leżał bezpośrednio przy ruchliwej drodze.

  • budżet – około 100-120 tysięcy EUR

szybko okazało się, że jest sporo nieruchomości, które są znacznie tańsze, ale nie spełniały pozostałych założeń. Od czasu naszego zakupu ceny nieruchomości w Hiszpanii wzrosły, więc pewno dziś budżet musielibyśmy mieć nieco większy.

  • nie chcieliśmy „gonić króliczka”

czyli nie zamierzaliśmy poświęcić np. roku czy dwóch, na poszukiwaniu idealnego siedliska. Chcieliśmy w ciągu kilku miesięcy znaleźć i kupić nieruchomość spełniającą nasze wymagania.

Mając w głowie te założenia, Krzyś przejrzał w niedługim czasie około 500 ogłoszeń. Wyselekcjonował z nich około 50, które pasowały do naszej listy. Potem z tych 50 wybraliśmy wspólnie 20, które uznaliśmy za interesujące i zaczęłam kontaktować się z właścicielami lub pośrednikami.

Na tym etapie, wyznaczyliśmy sobie tydzień, który mogliśmy spędzić w Hiszpanii i w tym czasie próbowałam ustalić spotkania, żeby obejrzeć domy. Udało się to w 9 przypadkach. Ostatecznie zobaczyliśmy 8 nieruchomości w ciągu 6 dni. Do jednego spotkania nie doszło, bo… agentka nieruchomości najwyraźniej zapomniała, że się z nami umówiła.

Kilka domów odpadło, ze względu na koszmarny stan fizyczny albo na nieprawdziwe informacje w opisie – na przykład jeden, mimo wcześniejszych deklaracji, był budynkiem gospodarczym, w otoczeniu upraw pomarańczy, bez wody i prawa zamieszkania. To był akurat bardzo ciekawy przypadek.

Do półfinału weszły trzy.

Wśród nich ten, który praktycznie nie miał instalacji elektrycznej w domu. Urzekł nas jednak dużym ogrodem, liczącym ponad 30 arów, w którym rosły dojrzałe drzewa owocowe różnych gatunków. Próbowaliśmy wynegocjować cenę, która byłaby atrakcyjna, przy założeniu, ile musielibyśmy wydać na stworzenie instalacji, montaż porządnych paneli itd. Właściciele nieruchomości chyba jednak nie byli przekonani, że brak prądu jest jakimś kłopotem i nie byli skłonni do wystarczających ustępstw.

Zatem do ostatecznego finału weszły 2 domy. Informacje o nich zostały przekazane prawnikowi, aby sprawdził czy wszystko z nimi w porządku. Pozytywnie zaopiniował oba, więc wybraliśmy ten, który zachwycił nas widokiem, jaki z niego się roztacza.

Cała operacja trwała 4 miesiące – od pierwszego przeglądania ogłoszeń, do sfinalizowania zakupu.